Wybory prezydenckie w USA to jedno z wydarzeń, które skupia uwagę nie tylko obywateli USA, ale i całego świata. Wielu Amerykanów udaje się do urn wyborczych — ale część głosów będzie musiała przebyć długą drogę, nawet spoza Ziemi. Tak jest w przypadku astronautów NASA pracujących na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Głosowanie będzie musiało zostać zaplanowane z wysokości ponad 400 km nad powierzchnią Ziemi. Jest to złożony, ale bardzo interesujący proces.
Istnieje system mający na celu zapewnienie, że amerykańscy astronauci będą mogli nadal korzystać ze swoich praw obywatelskich w trakcie tego doniosłych wydarzeń, choć będą musieli wypełnić kartę do głosowania korespondencyjnego, ponieważ w kosmosie po prostu nie ma żadnych lokali wyborczych.
Astronauci, tacy jak Loral O'Hara i Jasmin Moghbeli z NASA, osobiście przeprowadzili głosowanie w teksańskich prawyborach w marcu tego roku, wykorzystując elektroniczny system zaprojektowany do bezpiecznego i dokładnego przesyłania informacji z elektronicznych kart do głosowania astronautów do Centrum Kosmicznego im. Johnsona NASA w Houston. Następnie karty do głosowania zostaną przesłane do urzędu stanowego w celu ich otrzymania i przetworzenia.
Sieć NASA w pobliżu kosmosu umożliwia astronautom na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej komunikowanie się z Ziemią i dostarczanie elektronicznych kart do głosowania z kosmosu
Choć może się to wydawać irytujące, astronauci wyrazili podekscytowanie perspektywą głosowania z kosmosu. Oczekuje się, że astronauci NASA Butch Wilmore i Suni Williams pozostaną na ISS dłużej niż pierwotnie planowano z powodu problemu ze statkiem kosmicznym Boeing Starliner. Dlatego też nie będą mogli głosować osobiście, jak w poprzednich wyborach. Są jednak również bardzo podekscytowani i wierzą, że głosowanie z kosmosu będzie wyjątkowym i rzadkim doświadczeniem w życiu.
Potrzeba zapewnienia astronautom pełniącym służbę w kosmosie praw wyborczych pojawiła się pod koniec lat 90. ubiegłego wieku, kiedy astronauta NASA John Blaha (ze stacji kosmicznej Mir) wyraził chęć głosowania. Nie istniał jednak żaden bezpieczny i skuteczny sposób, aby to zrobić. System ten ustanowiono dopiero rok później, we współpracy z legislaturą stanu Teksas, a David Wolf został pierwszym amerykańskim astronautą, który głosował z kosmosu w 1997 roku.
Istnieją jednak pewne komplikacje w tym procesie. Jak wyjaśnia Marta Durham, instruktorka odpowiedzialna za Dział Wsparcia Załogi w NASA, karty do głosowania korespondencyjnego muszą być podpisane ręcznie, a nie elektronicznie, dlatego zazwyczaj starają się podpisać karty do głosowania, zanim astronauci opuszczą Ziemię. Jednak w przypadku Wilmore’a i Williamsa, ponieważ astronauci musieli pozostać na stacji kosmicznej dłużej, niż zakładano, musieli wydrukować karty do głosowania w kosmosie, podpisać je, a następnie zeskanować swoje podpisy. Problemem jest to, że skaner wykorzystuje szkło, a ze względów bezpieczeństwa na ISS nie wolno używać szkła.
W końcu Durham przeprowadził kilka testów i odkrył, że iPady, których używają astronauci na stacji, mają kamery, które wystarczająco dobrze sprawdzają się jako skanery. Jedynym wyzwaniem, jakie pozostało, jest sprawienie, aby papier leżał płasko w warunkach zerowej grawitacji. Ale ostatecznie problem został rozwiązany i zarówno Wilmore, jak i Williams mogli głosować.